Piątek był tym cudownym dniem, w którym B. w końcu miał wolne, więc można było zacząć od śniadania w wersji slow, co tym razem oznaczało gofry. Mam w domu gofrownicę, ale chyba po przyjeździe ją wyrzucę, bo nafrustrowałam się już wielokrotnie, a to nie ze mną jest problem. Gofrownica tutaj wypluła idealne, bezcukrowe gofry na bananach dosłownie w mgnieniu oka.
Najedzeni, zaczęliśmy zastanawiać się nad wycieczką i B. sięgnął na półkę, na której zobaczył książkę "Zrób to w Trójmieście. Alternatywny przewodnik" i po chwili czyta:
- Obejdź najdłuższy budynek w Polsce.
Sprzedane. Najdłuższy budynek stoi przy Obrońców Wybrzeża w Gdańsku. Oto, czego można się o nim dowiedzieć z internetu:
Najdłuższym Polskim budynkiem jest falowiec na osiedlu Przymorze przy ulicy Obrońców Wybrzeża w Gdańsku. Zbudowany został w latach 1970-1973 i zgodnie ze wstępnymi planami miał być krótszy. Architekci (Tadeusz Różański, Danuta Olędzka, Janusz Morek) uznali jednak, że warto wykorzystać wolny grunt, na którym powstawał. Falowiec jest szeroki na 13 metrów, wysoki na 32 metry i długi na 860 metrów. Ma 16 klatek schodowych i jedenaście kondygnacji, w których znajduje się 1793 mieszkań. Aby dostać się z jednego końca bloku na drugi trzeba przejechać aż trzy przystanki autobusowe, a pocztę w tym budynku dostarcza aż czterech listonoszy. Jak czytamy na portalu gdanskstrefa.com osiem gdańskich falowców zamieszkuje ponad 12 tysięcy osób. Uznawany jest za najdłuższy budynek mieszkalny w Polsce, oraz trzeci najdłuższy w Europie (gdański falowiec pobił blok Karl-Marx-Hof, który ma 1100 metrów długości oraz rzymski Corviale długi na 980 metrów). adres strony
Dojechaliśmy i zwiedziliśmy go z samochodu, a do obejścia w końcu nie doszło, bo dzieci zareagowały na zwolnienie tempa jazdy naprzemienną wokalizacją i postanowiliśmy zabrać je na spacer do parku, który ukazał się przed nami. Jak się okazało, był to Park Prezydenta Ronalda Reagana, miejscami przypominający bardziej las, ale pocięty ścieżkami, drogami dla rowerów, pełen ławeczek i mobilnych kawiarni, dochodzący aż do pięknej plaży. Miło było się poszwędać, a pies miał okazję radośnie poskakać między falami a drobnym piaskiem.
Jedyny trudny moment nastąpił, kiedy jakiś dzieciak na hulajnodze przejechał za blisko Pirxa, więc Pirx szczeknął, a młody rzucił pojazd, pobeczał się i nawiał. Mieliśmy z matką tego dziecka opinie rozbieżne, kto kogo bardziej przestraszył, ale obyło się bez większej awantury.
Sobota zaczęła się od tego, że połowa wycieczki poszła na plażę podziwiać Ironmanów, a druga połowa została na kanapie i w kuchni, racząc się na zmianę kawą, serialem, muffinkami i biszkoptem. Cudowne przedpołudnie płynnie przeszło w popołudnie i dopiero przed 18.00 wszyscy załadowaliśmy się do samochodu na wycieczkę.
Pogoda dziś jest z gatunku tych na dwoje babka wróżyła, przyszły nawet jakieś alerty RCB, a że nie chciałam, żeby ktoś znowu wracał bez gaci (bo mogłoby paść tym razem na mnie 😜), to zdecydowaliśmy się podjechać samochodem w dwa miejsca, które ja poznałam poprzednim razem i które bardzo chciałam pokazać rodzinie.
Pierwsze to plaża na Babich Dołach, z której widać torpedownię. Urzekło mnie to miejsce zimą, a teraz mogłam jeszcze zanurzyć stopy w lodowatej wodzie i napawać się wszystkimi zmysłami.
Pies był dzisiaj niespokojny, napięty, chyba już trochę się przebodźcował. Może wyczuł też to, co my zobaczyliśmy od razu po zejściu schodkami na plażę - stado małych dzików przeszukujących zarośla w poszukiwaniu jedzenia na zmianę z dokazywaniem z rodzeństwem. Nasz niepokój budziły nie tyle pocieszne maluchy, co świadomość, że z kępy krzewia lada moment może wyjść ich matka, ale inni ludzie wydawali się kompletnie niewzruszeni sytuacją, podchodzili i robili im zdjęcia, pozwalali podchodzić malutkim dzieciom. Nasze zdjęcie (poniżej) jest z bezpiecznej odległości, więc "znajdź dzika" to tutaj raczej zabawa dla uważnych 😋
Drugi punkt wycieczki to molo w Mechelinkach. W sprzyjających warunkach pogodowych i bez dzieci można byłoby dojść tam plażą z Babich Dołów, ale my podjechaliśmy samochodem. Bardzo dużo się tam teraz buduje i ewidentnie są to domy inwestycyjne i wakacyjne, a niekoniecznie całoroczne, ale zaczęliśmy rozmawiać, ile to może kosztować i jak to by było mieć na lato taki mały domek właśnie tam. Może, kiedyś...
Na molo jak zwykle trochę ludzi, ale ciężko mówić o tłumie, na plaży z racji aury i godziny dość pusto. Dziecko usnęło w samochodzie, więc zwiedzaliśmy na zmianę. B. wrócił ze swojego spaceru o westchnął:
- Zakochałem się. Naprawdę ludzie tak tu mieszkają?
W drodze powrotnej jeszcze udało nam się dokładnie o 19.30 dopaść Rossmana czynnego do 19.30, ale pani zlitowała się i otworzyła zamknięte już drzwi, kiedy usłyszała, że nie chodzi o krem na zmarszczki, tylko o żywność dla progenitury. Chwilę dalej zawracaliśmy obejrzeć bolid F1 ustawiony obok stacji Orlenu, a na koniec podziwialiśmy rozległy i majestatyczny port Gdyni z tysiącami kontenerów i z cudownie w zapadającej nocy oświetlonymi dźwigami. Dając popisy wokalne mające na celu zabawienie obudzonego i średnio zadowolonego dziecka wróciliśmy do domu.









































