sobota, 28 kwietnia 2012

Wiedeń 1

Po niewygodnej nocy w autobusie, obudziłam się gdzieś w Wiedniu. iPhone tak długo się zastanawiał, gdzie my właściwie jesteśmy, że autokar zdążył odjechać i straciłam WiFi. Na szczęście w takich sytuacjach, chociaż nie portafi wyznaczyć trasy, to przynajmniej pokazuje lokalizacje. Krytycznie rzuciłam zaspanym okiem na mapę. Pójdę piechotą, to tylko kilka kilometrów, a cóż tu innego robić o 6 rano?!...

Podejrzliwie przyjrzałam się okolicy. Nie mam zaufania do poranków, odkąd jakiś oberwaniec próbował mnie okraść o 5 rano w Madrycie. Ale w Wiedniu już ulice budziły się do życia, więc spokojnym krokiem turkocząc kółkami walizki o płyty chodnika zaczęłam wędrówkę wzdłuż Favoritenstraße (prawda, że ładna nazwa?).

Po drodze otwierały się pierwsze piekarnie, ale ku mojemu rozczarowaniu nie znalazłam otwartej kawodajni. Poza McDonald's, ale ta restauracja ma dla mnie sens tylko w USA.

Mijałam jakiś klub nocny, z którego chwiejnym krokiem wytaczali się ostatni goście. Jeden mocno chyba zdesperowany, bo koniecznie chciał się zaprzyjaźniać, a ja po całej nocy w autobusie nie wyglądałam ani swieżo, ani zachęcająco, co wydawało mu się zupełnie nie przeszkadzać. Na wszelki wypadek wyparłam się znajomości jakiegokolwiek cywilizowanego języka i z uśmiechem poszłam dalej.

Około 7.30 dotarłam do hostelu, zjadłam przywiezione ze sobą banany na śniadanie i odświeżyłam się w łazience. Na prysznic muszę poczekać do 14, póki co chyba zostawię bagaż i zacznę zwiedzać miasto. Mam ochotę na rower, kawę, lenistwo, zieleń i piękne widoki  :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz